|

12 śmiałków spróbowało pobić nieoficjalny i ustanowić oficjalny rekord Guinnessa w 24-godzinnej jeździe na ergometrze wioślarskim. Walczyli na Starym Rynku z zimnem i sprzętem, który na chwilę odmówił posłuszeństwa. Ale dokonali tego, co wydawało się niemożliwe. Przepłynęli dokładnie 392 km i 162 m!!!
REKLAMA ----> Calosc artykulu nizej
Loading ...
Szukasz Fotografa na slub? Wybierz nas!
Darmowy Hosting Zdjęć
i po reklamie
Jedną z pierwszych majowych nocy zapamiętają do końca życia. Było przeraźliwie zimno, a oni zmagali się z marzeniami. Chcieli pobić rekord, który do tej pory, nieoficjalnie, wynosił 363 km. Początkowy entuzjazm, podsycany przez publiczność na Starym Rynku, zaczął ustępować miejsca niepokojowi. Robiło się coraz zimniej i nawet wielki księżyc, który nad Płockiem wyglądał uroczo, nie był w stanie zwalczyć niepokoju. Sędziowie Jarosław Wolski i jego żona Maria, którzy przecież "tylko" czuwali nad prawidłowością próby, ubrali się w zimowe kurtki i mocno zaciągnęli czapki na głowy. - Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem tak ciepło ubrany - śmiał się tuż przed północą, przestępując z nogi na nogę Wolski, a jego żona z niepokojem przyglądała się zawodnikom. Bo ich zapał malał coraz bardziej. - Chyba wszyscy przeżywaliśmy w nocy chwile załamania - przyznał najstarszy z dwunastki 54-letni Jan Skowroński. - Nie tylko musieliśmy walczyć z zimnem i spartańskimi warunkami w namiocie, ale z własnymi słabościami.
- Dobrze, że choć wiatr w pewnym momencie ustał - dodawał Jacek Koziński, który jako pierwszy zasiadł na ergometrze i który z ramienia Stowarzyszenia Klub Olimpijczyka w Płocku organizował przedsięwzięcie. - No i jeszcze wielkie dzięki organizatorom Grilllove, którzy pożyczyli nam piecyk na gaz. Dzięki temu było trochę łatwiej. Bo proszę mi wierzyć po czterech godzinach przerwy [podzieli się na trzy grupy; każda miała dla siebie dwie godziny, w czasie których zawodnicy zmieniali się co 10 min, dzięki czemu udawało się utrzymać wysokie tempo], zwłaszcza w nocy ciężko było znów usiąść na ergometrze i rozruszać zastane mięśnie.
Ale walczyli. Skowroński żartował, że przypomniały mu się czasy harcerstwa. - Śmiech, wzajemne zagrzewanie się do walki, to było to. Chyba najważniejsze w całym przedsięwzięciu. Wszyscy się wspieraliśmy i dzięki temu udało się dotrwać - opowiadał rześki 54-latek. - No i mieliśmy świetnych kibiców, którzy nawet w nocy nas nie opuszczali. Nie było chwili, żebyśmy byli sami - zaznacza Koziński. Bogdan Guzior dodawał: - Kilka razy trochę się bałem, jak przechodziła podchmielona młodzież. Ale zachowali się ok.
Podziwu dla zawodników nie kryła Maria Wolska. - Już rano było widać, jak wielka dokonała się w nich przemiana. Przetrwali i pokonali kryzys i znów mocno ruszyli do przodu.
Z każdą też chwilą zaczęło przybywać kibiców. Niektórzy nie opuszczali śmiałków aż do końca, do godz. 17, kiedy to miały zakończyć się zmagania. Wtedy w zawodnikach rosła już euforia, bo płynęli po wspaniały wynik. Wymarzone 400 km było na wyciągnięcie ręki.
Jednak los spłatał im jednak figla. Dokładnie na 2,5 godz. przed końcem, po pokonaniu 349 km i 650 m... - Komputer na ergometrze jest na baterie - wyjaśniła Maria Wolska. - Wyczerpały się one wcześniej, niż wynikało to z normy. Z powodu dużej wilgotności i zimna. Niestety, nie ma możliwości wymiany baterii w trakcie pracy ergometru bez straty zapisanych w nim informacji. Nagle urwał się pewien etap. Dobrze, że na głównym komputerze w dalszym ciągu zegar pracował.
Dzięki temu - po wymianie baterii - próbę można było kontynuować. Choć w szeregi zawodników znów wdarło się zdenerwowanie. Sędziowie jednak uspokajali. - Zsumujemy przebytą drogę i będzie wszystko w porządku. Przecież wszystko zrobiliśmy prawidłowo, a to był wypadek losowy - mówił Jarosław Wolski.
Trzeba było widzieć radość zawodników, którzy otoczyli swojego seniora. - Pozwolili mi wspaniałomyślnie, zakończyć całą zabawę - radował się Skowroński. I gdy przy głośnym finałowym odliczaniu, które słyszało chyba pół Płocka, rozległy się brawa i okrzyki radości, Skowroński z ulgą wypuścił uchwyt ergometru z rąk.
Sędziowie wsparci przez sekretarza Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich Roberta Zawalskiego szybko podliczyli wynik i już można było ogłosić, że od godz. 17 nowy rekord Guinnessa w 24-godzinnej jeździe na ergometrze wioślarskim został ustanowiony na Starym Rynku w Płocku i wynosi 392 km 162 m!
Żeby jednak został on uznany przez Biuro Rekordów Guinnessa w Londynie, trzeba wszystko dokładnie opisać i udokumentować. - I czekać na odpowiedź z Londynu. Ale jeśli, nie daj Boże, coś pójdzie nie tak, podejmiemy kolejną próbę. Tak czy inaczej, będziemy najlepsi - zakończył Jacek Koziński.
A najlepsi są: Jacek Koziński, Robert Walczykowski, Michał Szlachta, Kamil Wodzyński, Jacek Karolak, Zbigniew Półtorak, Marek Chądzyński, Bogdan Guzior, Henryk Szlachta, Piort Winczura, Jan Skowroński i Jacek Wróblewski. To oni sięgnęli po rekord dla Płocka.
Źródło: Gazeta Wyborcza - Płock |