Wywiad z Zeusem

Przy okazji koncertu Zeusa promującego album "Co nie ma sobie równych", który miał miejsce w klubie Sin City w Pabianicach, udało nam się przeprowadzić z artystą wywiad. Zapraszamy do przeczytania!U: Po pierwsze chciałem Ci podziękować za dobry koncert. Jaki wpływ miał na ciebie sukces osiągnięty przez debiut? Czy mobilizuje Cię on do jeszcze większej pracy?Z: A to jest jakiś wielki sukces? Jak skończyłem tę płytę i miałem ją wydać nie wydawała mi się jakaś wyjątkowo mocna. Znałem już ten materiał na pamięć i czułem się nim trochę zmęczony. Potrzebowałem chwili odpoczynku od niego, żeby spojrzeć na to z dystansu. Uwielbiam tę płytę ale bardzo szybko zacząłem siedzieć nad kolejnymi rzeczami i szybko oderwałem się od myślenia o niej. Robię muzykę tak długo, że nie wydaje mi się, żeby wydanie tej płyty wywarło na mnie jakiś szczególny wpływ. Tak naprawdę to nie przekłada się na finansowe zmiany w moim życiu. Nie odczuwam tego, szczerze powiedziawszy. Nie mobilizuje mnie to, dla mnie zawsze motorem napędowym była ambicja i miłość do muzyki. Nic się w tej materii nie zmieniło.U: Zauważyłem - graliście na koncercie, na który wejście kosztowało 10 złotych, dając z siebie wszystko.Z: Wiesz, przez te wszystkie lata, grywaliśmy też dla 10 osób, za darmo i też było fajnie. To jest zajawka. Muzyka daje mi niesamowitą energię i ja też chcę dać coś od siebie ludziom. Sam się tym jaram i po prostu przekazuję to dalej. Tak reaguję na muzykę, która mnie porusza. A jeżeli widzę, że ludzie też na to reagują, dostaję zastrzyk adrenaliny i od razu daję z siebie więcej. Nieważne dla ilu osób gramy, jeśli maja dobrą energię, to dajemy dobry koncert. Już po premierze płyty, gdy jeździliśmy jako support z Molestą, zauważyłem, jak lokalny zasięg miały dotąd nasze produkcje. Chyba dopiero po wydaniu tej płyty nabrałem tak naprawdę pokory. Niektórzy ludzie na tych koncertach znali mój album ale nasze wcześniejsze rzeczy, tylko nieliczni. Sprowadzało się to do tego, że Ci naprawdę zainteresowani skakali pod sceną, podczas gdy niektórzy po prostu czekali na gwiazdę wieczoru. I dla tych pierwszych warto było zagrać fajny koncert, bo nawet mała grupka potrafiła naprawdę zrobić hałas a ich energia udzielała się nam i vice versa. Teraz powoli zaczynamy już grać imprezy, gdzie główną atrakcją wieczoru jest nasz występ. Zdarza się, że gramy późno i część ludzi się już wykrusza. Tak czy inaczej, dla tych, którzy są z nami do końca warto się totalnie "zmachać" na koncercie, żeby dać im to, na co czekali.

Źródło http://www.uknowhowwedo.com/index.php?option=com_content&task=view&id=620&Itemid=99999999

Share on Google Plus

About Admin

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz