Lykke Li, czyli kolejny skandynawski cud.

Będzie zupełnie niehiphopowo. Choć pani, o której zaraz będę sie rozwodził ma za sobą i hiphopowe epizody, jak choćby gościnny udział na wydanej niedawno płycie N.A.S.A. - "The Spirit Of Apollo", w utworze z Kanye West'em i Santogold, to jednak większość jej działań raczej ciężko podciągnąć pod ten gatunek. Lykke Li to młoda (rocznik 1986) piosenkarka, która wbiła sie na światową scenę dość nagle porywając całkiem sporą masę ludzi. To czego z pewnością nie można jej odmówić to oryginalność, styl i to "coś" co powoduje, że potrafi wciągnąć słuchacza w pewnego rodzaju trans, z którego potem totalnie ciężko wyjść. I to właśnie się chwali. Lykke Li została też obdarzona specyficznym, a przy okazji bardzo przyjemnym głosem, za co pozdrowienia dla rodziców pani Li, jak i tego u góry, który to wszystko nadzoruje. Dodajemy do tego wszystkiego szwedzkie duo producenckie (Björn Yttling i Lasse Mårtén), czyli mieszankę muzyki elektronicznej i pięknego, delikatnego popu, w dobrym tego słowa znaczeniu, a to wszystko w tym specyficznym, trochę baśniowo-abstrakcyjnym skandynawskim klimacie, który osobiście uwielbiam. W ten oto sposób powstaje płyta jedyna w swoim rodzaju i to właśnie ją chciałbym Wam polecić. Choć "Youth Novels", bo tak zwie się ten album, został wydany już rok temu to pomyślałem, że warto o nim wspomnieć z dwóch powodów.

Źródło http://www.uknowhowwedo.com/index.php?option=com_content&task=view&id=571&Itemid=99999999

Share on Google Plus

About Admin

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz