Chroń dziecko przed słońcem - nowe zalecenia

Lato to wspaniały czas spacerów, wycieczek, plażowania... Dla dziecka to sama radość i zdrowie. Pod warunkiem że będzie zabezpieczone przed działaniem słońca.

 Wydawałoby się, że wszyscy rodzice powinni już być świadomi jednego: małe dziecko przed działaniem słońca trzeba chronić. Niestety, obserwacje wciąż temu przeczą, a opalenizna nadal jest błędnie kojarzona z oznaką zdrowia. Tymczasem zbyt intensywny kontakt ze słońcem może być przyczyną poważnych kłopotów. Delikatna skóra dziecka, która nie ma jeszcze mechanizmów obronnych właściwych skó-rze dorosłego człowieka, jest szczególne wrażliwa na jego działanie. Niezwykle łatwo dochodzi do jej poparzenia - czasem wystarczy 15 minut na słońcu, by pojawił się rumień, a nawet pęcherze. Nie wolno do tego dopuścić. Niekorzystne działanie słońca to nie tylko bolesne i szczypiące zaczerwienienie skóry. To często jej trwałe uszkodzenie - ryzyko przebarwień, szybsze starzenie. Poparzenia słoneczne, szczególnie te z wczesnego dzieciństwa, w przyszłości sprzyjają powstaniu zmian nowotworowych, i to w najgroźniejszej postaci - czerniaka. Naukowcy ostrzegają: dwukrotne poparzenie skóry w okresie dziecięcym zwiększa ryzyko zachorowania na ten typ nowotworu w wieku dorosłym aż 10 razy!

{rdaddphp file=php/google.php}

W pełnym blasku

Maluchy do trzeciego roku życia w ogóle nie powinny być wystawiane na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. Nie oznacza to, że nie wolno wychodzić z nimi z domu, kiedy świeci słońce. Trzeba jednak w słoneczne dni zastosować dodatkowe środki ostrożności. Unikajmy spacerów w godzinach najsilniejszego nasłonecznienia, czyli między 11 a 16. Jeśli wychodzimy w tym czasie, starajmy się, by dziecko przebywało w cieniu (przy wózku trzeba zamontować parasol). Maluch musi mieć na głowie czapeczkę z daszkiem lub rondem, ciało powinno być ukryte pod lekkim, przewiewnym ubrankiem. To szczególnie ważne, jeśli dziecko nie lubi przesiadywać przez cały spacer w wózku - gdy niesiemy je na rękach albo spaceruje po parkowych alejkach, siłą rzeczy wychodzi z cienia.

Obowiązkowo trzeba stosować filtry UV blokujące promienie słońca. Smarowanie kremem z filtrem (zawsze przeznaczonym do skóry dziecka) nie może odbywać się już na spacerze albo - tym bardziej - na plaży. Dobra pora na kremowanie to 20-30 minut przed wyjściem z domu. Jeśli nakładamy filtr już na plaży, przez pewien czas skóra rozebranego dziecka nie ma ochrony - a to wystarczy, by doszło do oparzenia, zwłaszcza gdy słońce operuje wyjątkowo silnie (około południa) lub dziecko jest narażone na jego działanie po raz pierwszy.

Starszym dzieciom można kupić preparat ochronny podczas aplikacji barwiący skórę na czerwono lub niebiesko - w ten sposób młody człowiek ma dobrą zabawę, a rodzice pewność, że jego skóra jest w pełni chroniona.

Na opakowaniach preparatów z filtrem UV widnieje zalecenie: nakładać obficie. To ważne, ponieważ jeśli nałożymy zbyt cienką warstwę, działanie będzie o połowę słabsze! Ale co to znaczy "nakładać obficie"? Generalna zasada brzmi: 2 mg kremu powinno przypadać na centymetr kwadratowy skóry dziecka. Niestety, niewiele nam to mówi Można zastosować "przeliczenie łyżeczkowe" - dwie łyżeczki kremu na głowę i tułów, po jednej na górne i dolne kończyny. Można także oszacować porcje tak: podczas jednej aplikacji powinniśmy wetrzeć w skórę dziecka 10-15 ml preparatu. To znaczy, że buteleczka o pojemności 200 ml wystarczy maksymalnie na 20 aplikacji. Dlatego wyjeżdżając na wakacje, warto się zaopatrzyć w kilka opakowań.

Od gór do morza

Aplikację kremu ochronnego trzeba regularnie powtarzać (co 2-3 godziny). Krem ściera się z powierzchni skóry (np. przez wycieranie ręcznikiem), spływa z potem, zmywa się podczas kąpieli i ulega rozkładowi pod wpływem promieni słonecznych. Powłokę kremu trzeba uzupełniać, nawet gdy używamy kosmetyku wodoodpornego, a informacja na opakowaniu zapewnia, że chroni on przez 6 godzin kąpieli. Krem wodoodporny chroni nasze dziecko tylko przez 40 ("water resistant") lub 80 ("waterproof") minut kąpieli.

Trzeba pamiętać, że woda absolutnie nie zabezpiecza przed poparzeniem, wręcz przeciwnie - promienie słoneczne przenikają nawet na 30 m w głąb (na głębokość 1 m dociera ponad połowa promieni UV), w dodatku od powierzchni wody czy piasku odbija się 20 proc. promieni słonecznych, które wzmacniają siłę operowania słońca. Dlatego po każdej kąpieli dokładnie wycierajmy ciałko dziecka ręcznikiem (kropelki wody na skórze działają jak soczewki, przyciągając więcej promieni słonecznych) i smarujmy kolejną warstwą kremu.

Przed poparzeniem nie chroni nas wyjazd w góry - tam otrzymujemy jeszcze wyższą dawkę UV niż nad morzem! Każde 1000 m wzwyż to promieniowanie mocniejsze o 15 proc. W zimie dodatkowo od śniegu i lodu odbija się aż 85 proc. promieni, co zwiększa ponaddwukrotnie ich dawkę - dlatego w górach łatwo jest się "spiec", i to porządnie.

Filtr, ale jaki?

Dla maluchów poniżej trzeciego roku życia przeznaczone są kremy z filtrami o bardzo wysokim współczynniku ochrony - SPF 50+ (wybierajmy preparaty apteczne, zwłaszcza te, które mają atest CZD lub IMiD). Smarujmy skórę dziecka także pod ubrankiem - materiał może zatrzymać tylko część promieniowania, pewna ilość przedostaje się do skóry dziecka nawet przez bluzeczkę czy parasol przeciwsłoneczny. Wychodząc z domu w godzinach dużego nasłonecznienia, koniecznie pamiętajmy, by posmarować kremem z filtrem także "nietypowe" miejsca, np. uszy dziecka.

Starsze dziecko (kilkulatka) możemy posmarować kremem z filtrem SPF 30. Kiedy jego skóra się opali - a opali się, nawet mimo kremu z filtrem - możemy w mniej słoneczny dzień obniżyć protekcję do SPF 20. Zawarta w skórze melanina, barwnik, którego produkcja zwiększa się pod wpływem działania promieni słonecznych, stanowi sama w sobie pewną ochronę. Jeśli jednak dzień jest bardzo słoneczny, a my planujemy dłuższy pobyt na dworze (kilka godzin na plaży), znów sięgamy po kosmetyk z wysokim faktorem, np. SPF 40.

Warto przy tym dodać (choć niektórym wyda się to śmieszne), że faktory się nie sumują. Posmarowanie dziecka kremami o współczynniku ochrony 10 i 20 nie da nam w sumie faktora 30. Owszem, stosowanie dwóch produktów wzmacnia nieco skuteczność ochrony przed promieniami UV, jednak bardzo nieznacznie - połączenie faktorów 10 i 20 da nam w sumie ochronę na poziomie faktora 22. Dlatego, gdy potrzebujemy ochrony o wartości SPF 30, powinniśmy szukać produktów oferujących konkretnie taką wartość.

Uwaga: dzieci o jasnej karnacji (jasna skóra, która szybko czerwieni się pod wpływem słońca, włosy blond lub rude, niebieskie oczy, skłonność do piegów) powinny być zawsze smarowane kremem z filtrem o najwyższym współczynniku ochrony - SPF 50+ (należy kierować się zasadą: im jaśniejsza karnacja, tym silniejszy filtr). Podobnie dzieci mające dużo znamion barwnikowych, tzw. pieprzyków (ponad 50), oraz maluchy z rodzin, w których zanotowano występowanie czerniaka (czyli mogą mieć genetyczne predyspozycje do zachorowania). Rozsądnie używany filtr o faktorze SPF 50+ praktycznie eliminuje jednak ryzyko poparzenia nawet bardzo delikatnej skóry.

Witamina w półcieniu

Pod wpływem promieniowania słonecznego w skórze syntetyzowana jest witamina D3, niezbędna do przyswajania wapnia i fosforu, która wpływa na jakość kości i zębów. To dlatego dawniej mamy odsłaniały skórę dzieci, kiedy tylko zaświeciło słoneczko - w ten sposób walczono z krzywicą. Nie jest jednak prawdą, że aby doszło do syntezy witaminy D3, dziecko trzeba opalać. Wystarczy kwadrans z odkrytą twarzą i dłońmi, nawet spędzony w półcieniu, by odpowiednia jej ilość powstała w dziecięcej skórze. Poza tym niemowlęta i małe dzieci otrzymują suplement witaminy D w kroplach.

Nowe oznaczenia

Do niedawna w oznakowaniu preparatów ochrony przeciwsłonecznej panowała pełna dowolność. Niemal każdy producent stosował inne określenia i wartości. Na opakowaniach można było znaleźć różne skróty: SPF (ang. Sun Protection Factor, czyli czynnik ochrony przeciwsłonecznej), LSF (niem. Licht Schutz Factor), IP (franc. Indice de Protection) oraz symbole FP, SF czy BF. Skrótom tym towarzyszyła zawsze liczba określająca wysokość ochrony przeciwko promieniowaniu UVB. Tymczasem UVB to tylko jeden z typów promieniowania słonecznego, przed którym trzeba się chronić. Powoduje opaleniznę oraz bezpośrednie oparzenia skóry, rumień i bąble. Drugi typ - UVA stanowi aż 95 proc. całego promieniowania ultrafioletowego, nie powoduje powstawania rumienia ani poparzeń, ale jest znacznie groźniejszy, bo odpowiedzialny za fotostarzenie się skóry oraz zmiany nowotworowe. Niestety, przenika przez chmury, szyby okienne oraz ubranie.

•  Dobry krem przeciwsłoneczny musi więc mieć także filtr chroniący przed promieniami UVA. Obecność takie-go filtra oznaczano kiedyś symbolami IPD, PPD, PPF, PFA, PF, APP - a każde z oznaczeń miało inny system obliczania ochrony (w procentach, w stopniach, w gwiazdkach). Niestety, niektóre kremy zawierały tylko filtr anty-UVB; inne zawierały oba filtry, lecz anty-UVA w niedostatecznej ilości (np. przy ochronie anty-UVB 30, anty-UVA miało tylko 2-5 proc. skuteczności).

•  Pierwszym uregulowaniem, które już weszło w życie, jest zasada, żeby najwyższą wartością faktora było 50+ (wcześniej zdarzały się nawet „setki”). Ponadto w Unii Europejskiej zaleca się (a w przyszłości zalecenie zmieni się najpewniej w dyrektywę), by oznaczenia były zrozumiałe i jasne, na dodatek wyrażone słownie: bardzo wysoki poziom ochrony (SPF 50+), wysoki poziom ochrony (SPF 40), średni (SPF 20) lub niski (SPF 10). Uwaga: stopień ochrony określa ochronę całkowitą, zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB. Ochrona anty-UVA powinna stanowić przynajmniej 30 proc. całkowitej ochrony przeciw- słonecznej.

Mineralny czy chemiczny?

Do wyboru mamy kremy z filtrami mineralnymi (fizycznymi) i chemicznymi.

•  Filtry mineralne tworzą na skórze fizyczną barierę odbijającą promienie słoneczne. Zawierają zmikronizowane minerały: dwutlenek tytanu (titanium dioxide) lub tlenek cynku (zinc oxide). Ich cząsteczki są tak maleńkie, że nie widać ich gołym okiem - dzięki temu krem z filtrem nie zostawia na skórze widocznego osadu, choć chroni ją.

•  Filtry chemiczne to substancje, które wnikają w naskórek (ale tylko w jego wierzchnie warstwy) i pochłaniają energię światła słonecznego, przetwarzając ją na nieszkodliwe ciepło. Najskuteczniejsze filtry chemiczne to Tinosorb M, Tinosorb S, Parasol 1798, Mexoryl XS i Mexoryl XL. Wszystkie powyższe filtry chronią zarówno przeciw UVA, jak i UVB i są bardzo skuteczne.

•  Niektórzy nie tolerują kremów z filtrami chemicznymi - ich skóra reaguje na nie zaczerwienieniem, swędzeniem. Dlatego filtrów chemicznych nie powinno się stosować u niemowląt i alergików. Dla nich przeznaczone są filtry mineralne, bez dodatku konserwantów i substancji zapachowych. Starsze dziecko, które nie ma nadwrażliwej skóry, możemy bez obaw posmarować kremem z filtrem chemicznym.

Share on Google Plus

About Admin

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz